Dziś dwa słowa o postanowieniach noworocznych. Już trochę tych nowych „roków” przywitałam. Towarzyszyłam też innym w witaniu tych „roków”. Dlatego pozwalam sobie na zuchwałą tezę: cele noworoczne, które są tylko „ostro-kątnym” i zero-jedynkowym zadaniem do wykonania, są trudniejsze do zrealizowania.

Trudniej w nich wytrwać. Ale jeśli byśmy do tych celów dodali szczyptę intencji i życzliwości dla błędów, to drastycznie rośnie ich wykonalność. O co chodzi?

Chcesz schudnąć? Zrób to dla siebie i z wyrozumiałością. Niepowodzenia się zdarzają

Już wyjaśniam. Powiedzmy, że na nowy rok chcę się dobrze odżywiać. Fajnie. Zdrowo. Dobrze. Tylko pytanie jeden krok wcześniej brzmi: po co?

Jeśli „tylko” dlatego, że chcemy schudnąć, to może być tak, że wystawieni na wszelkie pokusy świata złamiemy się. Jeśli chcemy schudnąć z lęku przed oceną, odrzuceniem, krytyką, to jest to gorszej maści paliwo.

Ale jeśli chcemy to zrobić z miłości do siebie, to znacznie lepszej jakości paliwo wlewamy do baku postanowień. A do tego jeszcze lepiej dodać intencję: będę starać się za każdym razem wybierać zdrowiej. A jeśli mi nie wyjdzie, to z życzliwością wrócę do siebie i kolejny wybór spróbuję znów zrobić w stronę zdrowia.

Bo często jest tak, że po porażce jednego wyboru zarzucamy całość planów. A szkoda. Bo to nie jest zero-jedynkowe.

Jak stawiać zdrowe granice? Trzeba wiedzieć, dlaczego i dla kogo to robimy

Weźmy teraz inny przykład. Powiedzmy, że nie o dietę chodzi, a np. o stawianie granic. To znowu wracamy do pytania: „po co chcę to robić?”. Żeby nie godzić się na coś, czego nie chcę albo właśnie mówić „tak” rzeczom, których chcę.

Niestety, noc z 31 grudnia na 1 stycznia nie ma magicznej mocy transformowania naszego stylu bycia, naszych lęków i schematów postępowania. Tę moc ma natomiast świadomość.

Więc jeśli chcemy uczyć się stawiać granice, to co któryś raz nam to nie wyjdzie. Bo raz będziemy świadomi tego, co się dzieje, a raz tę świadomość przyćmią schematy, pułapki i skostniałe style bycia, a przez to ją zatracimy. I znowu – nie zarzucamy postanowienia, tyko wracamy do naszego „po co?” i próbujemy ponownie.

Swoją drogą, Brene Brown mówi w swojej najnowszej książce „Atlas of the heart”, że umiejętność stawiania granic to wybieranie bycia tak, żeby dbać o siebie, jak i o drugą stronę. Czyli granice to sposób bycia z drugim człowiekiem, który mówi: „robię to tak, bo kocham ciebie i siebie”. Piękne, co nie?

Dwie ważne rzeczy dotyczące postanowień noworocznych

Podsumowując, przy postanowieniach noworocznych polecam dwie rzeczy:

  1. pytanie „po co?”, żeby dokopać się do motywacji. Czy to płynie z lęku, czy miłości?
  2. zaakceptowanie założenia, że parę razy nam nie wyjdzie. Kiedy ulegniemy staremu sposobowi bycia, to miejmy siłę wybrać nie-rezygnowanie z tego postanowienia.

No i na tę drogę życzę nam przyjemności z wszystkiego, co od 1 stycznia robicie. Oby nam/wam to służyło jak najlepiej i prowadziło do wolności, a nie do zniewolenia.