Mózg emocjonalny, zwany też układem limbicznym, liczy sobie już sto pięćdziesiąt milionów lat. Jest młodszym bratem mózgu gadziego i starszym kory mózgowej. To może wyjaśniać, dlaczego jest nadmiernie opiekuńczy: zachowuje się wobec nas identycznie jak wobec naszych praprzodków. Chroni przed niebezpieczeństwami, zniechęca do nierutynowych działań, podąża utartymi ścieżkami. Najchętniej nie wypuściłby cię z domu sprzed telewizora. Gdy czujesz opór przed zmianą, to jego sprawka.

Czy można studzić ojcowskie zapędy układu limbicznego? Tak, jedynie ty możesz! Powinieneś jednak zrozumieć, jak potężne narzędzia ma do dyspozycji: strach i lęk. Strach informuje o potencjalnym zagrożeniu, a lęk może się pojawiać nawet bez wyraźnej przyczyny.

Lęk, który nazwiemy niepożądanym, zamiast nam pomagać, zaczyna przeszkadzać – mówią Joseph Wolpe i David Wolpe, autorzy książki „Wolni od lęku”. Podają przykłady: „Lęk przed niezaspokojeniem partnerki może zniszczyć życie seksualne mężczyzny, natomiast strach przed nagością poważnie je ograniczyć w przypadku kobiety. Niepokój pojawiający się w miejscu pracy, spowodowany np. obserwacją pracownika, może zmniejszyć jego wydajność”. Właściwie nie ma takiej ludzkiej czynności, której lęk nie mógłby zakłócić. Troskliwy mózg emocjonalny karmi nas wspomnieniami lub wyobrażeniami o przyszłości, zniechęcając do podjęcia tu i teraz nowego działania. W ten sposób – i za twoją zgodą – przekłada realizację twoich marzeń na jutro. Aż strach pomyśleć, ile mógłbyś zrobić dzisiaj, gdybyś się tylko nie bał!

 

Źle użyta wyobraźnia - Zastanów się, ile lęków możesz zredukować już dziś.

Pomyśl o dowolnej rzeczy, której się lękasz. Chcę, żebyś miał świadomość, że to, czego się obawiasz, nie istnieje. Przecież to, co cię niepokoi, jeszcze nie nadeszło. Psychiatra Antoni Kępiński pisał: „Człowiek boi się chaosu, boi się tego, co w nim drzemie. Więcej boi się tworów własnego umysłu niż konkretnej rzeczywistości”. „Lęk wywołuje antycypacja, to znaczy wyobrażenie tego, co mogłoby się zdarzyć” – wyjaśnia dr Lidia D. Czarkowska, psycholog i coach, dyrektor Centrum Coachingu Akademii Leona Koźmińskiego. Zarówno strach, jak i lęk są zawsze subiektywne, ponieważ sama ocena zagrożenia jest subiektywna. To, co ciebie przeraża czy stresuje, komuś innemu może się wydawać zwyczajne, a jeszcze ktoś inny uzna to za szansę. Jak tłumaczy Allan Loy McGinnis, chrześcijański psychoterapeuta, „niepokój jest niczym innym niż źle wykorzystaną wyobraźnią”.

Zamiast używać wyobraźni do wyświetlania szczęśliwych wydarzeń, „zamartwiacz” ogląda na wewnętrznym ekranie wszelkie możliwe katastrofy i upokorzenia. McGinnis spotkał biznesmena, który nieustannie czymś się zamartwiał. Gdy terapeuta przeanalizował jego obawy, okazało się, że 40 proc. z nich dotyczy wydarzeń, które prawdopodobnie nigdy nie nastąpią, 30 proc. związanych było z decyzjami podjętymi w przeszłości, których i tak nie można już zmienić, 12 proc. dotyczyło krytyki pochodzącej od innych ludzi, która w gruncie rzeczy niewiele się liczyła, 10 proc. miało źródło w trosce o zdrowie (o które dbał najlepiej jak potrafił), a tylko 8 proc. było uzasadnionych. Gdybyśmy umieli zredukować nasze troski o te 92 proc., bylibyśmy na drodze, by stać się panami samych siebie – zaznacza McGinnis.