22 stycznia 1957 r. z liceum św. Augustyna w Warszawie wyszła grupka czterech uczniów. Gdy doszli do skrzyżowania ulic Naruszewicza i Wejnerta, drogę zastąpił im jakiś nieznany mężczyzna ubrany w płaszcz i kapelusz. „Obywatel Piasecki?” – zapytał jednego z chłopaków, bardzo wysokiego szatyna o niebieskich oczach. Zagadnięty szesnastolatek przytaknął i spojrzał pytająco na mężczyznę. Ten machnął mu przed oczami milicyjną legitymacją i poprosił na bok. Coś mu tłumaczył, po czym obaj dołączyli do drugiego mężczyzny, który czekał w pobliżu. Cała trójka wsiadła do czarnej taksówki marki Warszawa. Samochód ruszył i po minucie zniknął za zakrętem. Kolegom Bohdana wszystko to wydało się podejrzane. Zdążyli jeszcze zanotować numer rejestracyjny auta: T-75-222. 

Współpracownik komunistów

Po około dwóch godzinach o niepokojącym zdarzeniu dowiedział się ojciec chłopca Bolesław Piasecki. Szef współdziałającego z władzami komunistycznymi Stowarzyszenia PAX natychmiast zadzwonił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zdenerwowany zażądał wszczęcia poszukiwań syna. Wkrótce  pracownicy PAX-u sami odnaleźli kierowcę czarnej taksówki Ignacego Ekerlinga. Zapewniał, że nie zna dwóch mężczyzn, których zawiózł z Bohdanem na ul. Świerczewskiego.

Gdy po Warszawie rozniosła się wieść o porwaniu chłopca, zaczęły krążyć dziesiątki plotek na temat motywów sprawców. Trudno się dziwić, gdyż Bolesław Piasecki był chyba najbardziej tajemniczą i kontrowersyjną postacią ówczesnej PRL. Przed wojną przewodził faszystowskiej ONR-Falanga, która miała na koncie ataki na Żydów (sam wtedy powoływał się na wzorce faszystów włoskich i niemieckich). Podczas II wojny światowej utworzył podziemną Konfederację Narodu. 

Falanga dokonała całego szeregu krwawych aktów terrorystycznych: zabójstw, ataków bombowych, podpaleń – mówi „Focusowi Historia” prof. Antoni Dudek, autor biografii szefa PAX-u. – Również Konfederacja Narodu, utworzona przez Piaseckiego w czasie II wojny światowej, miała na koncie tego typu akcje wymierzone w politycznych przeciwników. Ludzi, którzy mieli powody do zemsty na liderze organizacji, zdecydowanie więc nie brakowało”.

Aresztowany w 1944 r. przez NKWD Bolesław Piasecki nieoczekiwanie przystał na współpracę z komunistami [patrz ramka pod tekstem: Od ataków falangistów do terroru komunistów]. Po wojnie poparł m.in. aresztowanie prymasa Stefana Wyszyńskiego. Dla władz Piasecki był niezwykle cennym propagandowo sojusznikiem, dostarczając im narodowo-katolickiej legitymizacji. Ale wielu komunistów pamiętających wyczyny przedwojennej Falangi nie mogło ścierpieć, że jej wódz żyje sobie w PRL jak pączek w maśle. 

Uliczne podchody 

Jeszcze tego samego dnia, w którym porwano Bohdana, jego ojciec otrzymał list z żądaniem okupu. Kidnaperzy żądali 4 tys. dolarów i 100 tys. złotych. Paczkę z pieniędzmi należało dostarczyć do kawiarni „Kameralna”. Zadania tego podjął się znajomy Piaseckiego ks. Mieczysław Suwała. Gdy dotarł do „Kameralnej”, porywacze zadzwonili i wskazali nowy adres. Suwała ruszył dalej, śledzony dyskretnie przez agentów Służby Bezpieczeństwa. Potem sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy; ksiądz wędrował z miejsca na miejsce, ale w wyznaczonych punktach nikt się nie pojawiał

Uliczne podchody trwały jeszcze przez kilka dni. Z walizką pieniędzy chodził po warszawskich ulicach również współpracownik szefa PAX-u Ryszard Reiff. Porywacze pozostawiali mu wiadomości w pudełkach od zapałek. W żadnym ze wskazanych miejsc nikt się jednak nie zgłosił po okup

Ta okrutna zabawa doprowadziła ojca uprowadzonego na skraj załamania nerwowego. Bolesław Piasecki nieustannie zwracał się do władz z dramatycznymi apelami o pomoc, interweniował u samego I sekretarza Władysława Gomułki. Na próżno: milicji nie udało się wpaść na jakikolwiek ślad porywaczy. Ci zaś 28 stycznia w ogóle przestali się odzywać. Śledczy zadawali sobie pytanie: czy przestępcy rzeczywiście chcieli okupu, czy też była to tylko mistyfikacja mająca na celu jak największe pognębienie zrozpaczonego ojca? 

W dochodzenie zaangażowano potężne siły Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. Śledzono wszystkich podejrzanych, zakładano podsłuchy, przesłuchano masę świadków. Wszystkie kamienice na drodze, którą poruszał się ks. Suwała, zostały dokładnie przetrząśnięte. Sprawdzano mieszkanie po mieszkaniu, przesłuchując ich lokatorów. 

Czarna warszawa

Jednocześnie mnożyły się tajemnice. Taksówkarz Ekerling zeznał początkowo, że sam zawiózł dwóch kidnaperów wraz z Bohdanem pod znany w Warszawie gmach sądów. Wkrótce okazało się jednak, że nie prowadził, tylko oddał warszawę do dyspozycji porywaczom. Zaczęto podejrzewać, że może być zamieszany w uprowadzenie. Niebawem Ekerling sprzedał część swego majątku, dostał paszport i chciał wyjechać za granicę. Piasecki dowiedział się jednak o tym i po jego interwencji prokuratura powstrzymała taksówkarza. 

Dochodziło też do innych zagadkowych zdarzeń – jak gdyby ktoś sabotował śledztwo. Zgubił się list porywaczy, nagranie jednej z rozmów telefonicznych z nimi zostało skasowane, podobno przypadkowo. Wreszcie w sierpniu 1957 r. został zamordowany w tajemniczych okolicznościach jeden ze  świadków: Franciszek Goc. Mężczyzna mieszkał naprzeciw gmachu sądów, gdzie porywacze i ich ofiara wysiedli z czarnej warszawy. 

Lider PAX żył tymczasem w straszliwej niepewności co do losu syna. Zadręczał się pytaniami: czy Bohdan jeszcze żyje? Czy był torturowany? Czy zamknięty w jakiejś piwnicy płakał i wzywał ojca na pomoc? Bolesława Piaseckiego nieustannie nagabywali różni oszuści, zdecydowani wyciągnąć od niego pieniądze w zamian za informacje o losie dziecka. Jedna z oszustek przyniosła mu nawet „list” od Bohdana. Za odnalezienie porwanego wyznaczono nagrodę (najpierw 100, potem 200 tys. zł).

Chmury nad PAX-em

Niedługo po zniknięciu Bohdana uciekł do Francji jeden ze współpracowników Piaseckiego – Ignacy Soszyński. Zaczęto się zastanawiać, czy porwanie może mieć związek z jakimiś rozgrywkami wewnątrz PAX-u i środowisk katolickich współpracujących z władzą.

Wiadomo było, że wielu katolików i narodowców od 1945 r. uznawało  Piaseckiego za ohydnego zdrajcę. Ale także w samym PAX-ie część działaczy coraz ostrzej krytykowała wodza. Zarzucano mu dyktatorskie metody i obsadzanie wszystkich stanowisk „swoimi”. Spór w stowarzyszeniu wiązał się z szerszym konfliktem politycznym, którym żyła Polska. Po śmierci Stalina nastąpiła polityczna odwilż, a w październiku 1956 r. powszechnie wiecowano, domagając się reform socjalizmu. Bolesław Piasecki zasugerował wtedy wprowadzenie w kraju stanu wyjątkowego, co wywołało ogromne wzburzenie. Wspierający ruch reformatorski działacze PAX-u zażądali ustąpienia twardogłowego lidera. Ale na próżno; miał wciąż bardzo silną pozycję. W efekcie organizację opuściła część działaczy, w tym m.in. późniejszy pierwszy niekomunistyczny premier PRL Tadeusz Mazowiecki. W 1957 r. po stolicy krążyła nawet plotka, że to Mazowiecki porwał młodego Piaseckiego!

Były przywódca Falangi miał jednak i potężniejszych wrogów. Działacze reformatorskiej frakcji w PZPR, tzw. puławianie, dążyli do całkowitego zniszczenia PAX-u. Wielu z nich, o żydowskim pochodzeniu (np. Roman Zambrowski czy Jerzy Albrecht), nie mogło darować Piaseckiemu jego przeszłości. Proponowali obarczenie PAX-u winą za stalinowskie prześladowania Kościoła katolickiego i likwidację skompromitowanej organizacji. W okresie popaździernikowej euforii wydawało się nawet, że koniec stowarzyszenia jest już przesądzony. 

Ale puławianie bardzo się przeliczyli, nie doceniając przeciwnika. Wyniesiony do władzy na fali odwilży Władysław Gomułka spotkał się  2 stycznia 1957 r. z Bolesławem Piaseckim. I okazało się, że PAX nie tylko nie zostanie rozwiązany, ale uzyska rozszerzone możliwości działania. Gomułka mówił potem podobno współpracownikom, że Piasecki jest zbyt przydatny – przede wszystkim do rozgrywania Kościoła i prymasa Wyszyńskiego.

Makabra w schronie

W latach 50. panował strach przed wybuchem wojny jądrowej i w piwnicach wielu kamienic budowano schrony. Hydraulicy prowadzili w grudniu 1958 r. prace konserwatorskie w schronach domu naprzeciw sądów, przy ul. Świerczewskiego 82A (teraz al. Solidarności). W jednym z tych pomieszczeń natknęli się na drzwi ubikacji zabite potężnymi gwoździami. Bardzo ich to zdziwiło. Gdy udało im się usunąć hufnale i weszli do środka, zamarli ze zgrozy. Ich oczom ukazało się ciało chłopca z nożem wystającym z klatki piersiowej. Zamordowany siedział oparty o muszlę klozetową. Obok niego znaleźli rozrzucone książki i zeszyty z podpisem „Bohdan Piasecki”. Zaraz zawiadomili milicję.

W budynku zaroiło się wkrótce od funkcjonariuszy, na miejsce licznie zjechali też różni oficjele z MSW. Zapanowało ogromne poruszenie. Wkrótce Warszawę obiegła informacja o znalezieniu zwłok syna Piaseckiego. Jak ustalono w wyniku badań ciała, Bohdan został najpierw ogłuszony ciosem tępym narzędziem w tył głowy, a następnie zamordowany nożem używanym przez żołnierzy jednostek specjalnych. Do zabójstwa doszło prawdopodobnie już pierwszego dnia po uprowadzeniu chłopca. 

Niebawem okazało się, że w domu, gdzie znaleziono ciało, mieścił się jeden z lokali gospodarczych MO. Do niedawna – pod pieczą milicjanta Jana Kossowskiego. Jego nazwisko znaleziono również w notesie... taksówkarza Ekerlinga! Kossowskiego nie było już jednak w kraju, od jesieni  1957 r. mieszkał za granicą. W notesie taksówkarza znajdowały się też nazwiska kilku innych funkcjonariuszy MO i SB, a także osób mieszkających na trasie, którą przeszedł ksiądz Suwała. Jak później wyszło na jaw, po porwaniu Bohdana ludzie ci również wyemigrowali z kraju – niektórzy do Izraela, inni do Austrii.

Ludzie z notesu Ekerlinga

Ignacy Ekerling pozostawał w kraju, ale pomimo nacisków Piaseckiego nigdy nie stanął przed sądem. Ponoć ochraniali go wpływowi działacze grupy puławskiej. W MSW sprawa zabójstwa Bohdana leżała w gestii puławianina  wiceministra Antoniego Alstera. Niewykluczone, że sabotował śledztwo. Na samego Gomułkę naciskał z kolei jeden z przywódców puławian Roman Zambrowski. Jak wspominał członek Biura Politycznego KC PZPR Zenon Kliszko, „faktycznie przyszedł Zambrowski z tym do Wiesława, że jak odbędzie się rozprawa sądowa, powstanie fala antysemityzmu, ale myśmy się wspólnie zgodzili, że sprawy nie powinno być”.

Szefowi PAX sprzyjał z kolei główny rywal Alstera w MSW gen. Mieczysław Moczar, znany zwolennik wykorzystywania nacjonalizmu i antysemityzmu w polityce PZPR. Ostatecznie Alstera odsunięto w 1961 r., a Moczar zdobył wielkie wpływy, zostając najpotężniejszym szefem MSW w dziejach PRL. Nie wiadomo, dlaczego w tym czasie nie wyjaśniono tajemnicy morderstwa Bohdana. Nawet w okresie kampanii antysemickiej w marcu 1968 r., który wydawał się idealnym momentem do działania, sprawa nie ruszyła z miejsca! Być może Moczar uznawał, że nie ma takiej potrzeby, bo wroga mu frakcja została już pokonana, a ujawnienie prawdy zaszkodziłoby obrazowi PZPR w społeczeństwie.

Starzejący się Bolesław Piasecki wciąż nie ustępował, próbując ujawnić prawdę. Wskazywał na polityczne motywy zbrodni. Jak pisał, „w dniu 2 stycznia 1957 roku nastąpił fakt polityczny, który przesądził o nieudaniu się zniszczenia PAX-u metodami administracyjnymi. Ludzie, którzy dokonali porwania, musieli o tym fakcie wiedzieć, co nie było zresztą trudne, i dlatego zdecydowali się zastosować środek zbrodniczy”.

Jeszcze w 1977 r. osobiście interweniował u Edwarda Gierka. Lecz niczego nie wskórał. W tym samym roku zmarł Ekerling, kluczowy świadek, a być może współsprawca popełnionej zbrodni. Szanse na wyjaśnienie tajemnicy topniały. Wreszcie w 1982 r. sprawę umorzono z powodu przedawnienia. Twórca PAX-u nie żył już wtedy od trzech lat

Kandydat na polskiego Hitlera 

W 1966 r. izraelskie pismo „Maariv” opublikowało tekst „Zabójcy syna polskiego polityka żyją w Izraelu”. Autor donosił, że kilka lat wcześniej w Warszawie porwano syna Bolesława Piaseckiego, przedwojennego „kandydata na polskiego Hitlera”. Według artykułu minister Moczar wyjawił Piaseckiemu, że jego syn „został zamordowany przez dwóch Żydów, którzy pracowali dawniej jako kierowcy w polskiej służbie bezpieczeństwa”. Potem, kontynuował autor, „sprawcy opuścili Polskę, udając się do Izraela. Nie należy spodziewać się ich ekstradycji, bo według prawa międzynarodowego nie przewiduje się takowej w związku z przestępstwami politycznymi”. Z jakich źródeł korzystał dziennikarz, tego nie wiadomo. 

Historycy snują dziś różne domysły na temat motywów zbrodni. Popularna jest teoria, że Bohdan został zamordowany w zemście za przedwojenne akty przemocy ONR wobec Żydów (m.in. zabicie 6-letniej Żydówki w 1937 r.). Historyk Peter Raina twierdzi, że porwanie zorganizowała tajna organizacja „Zemsta” utworzona w 1944 r. Jej celem było eliminowanie byłych nazistów oraz wszelkich polityków i działaczy, którzy przed wojną i w jej trakcie podburzali do przemocy wobec Żydów. 

„Sprawa jest niewyjaśniona, ale podejrzewam, że porwania dokonała grupa byłych funkcjonariuszy milicji i SB, częściowo pochodzenia żydowskiego. Kluczem jest notes Ekerlinga i nazwiska, które w nim znaleziono” – mówi prof. Antoni Dudek. Zdaniem prof. Jana Żaryna wyeliminowanie Piaseckiego przed 1956 r. nie wchodziło w rachubę, bo miał zbyt silne poparcie w Moskwie. Zmieniło się to wraz z odwilżą październikową, kiedy wydawało się, że nadchodzi koniec PAX-u. Żydowscy wrogowie Piaseckiego gorzko się jednak rozczarowali. Do uprowadzenia Bohdana doszło 20 dni po decydującej rozmowie jego ojca z Gomułką. Porwanie miało na celu psychiczne zniszczenie wroga, skoro nie było na niego innej metody. 

Zagadka śmierci Bohdana Piaseckiego: poszlaki i legendy

Przeciwko teorii o zamordowaniu Bohdana Piaseckiego przez Żydów oponuje z kolei historyczka dr Alina Cała z Żydowskiego Instytutu Historycznego. „Ta wersja, głoszona przez prawicowych historyków, nie jest poparta żadnymi dowodami, opiera się tylko na poszlakach – wyjaśniała „Focusowi Historia” w 2015 r. – Wywodzi się z legendy, którą zwolennicy Piaseckiego zaczęli rozpowszechniać już od 1957 r. Tymczasem okazuje się, że wiele elementów tej legendy jest nieprawdziwych, np. twierdzenie, że Ekerling był Żydem”.

Dr Cała zwraca uwagę, że w ONR dochodziło do krwawych porachunków również we własnych szeregach i Piasecki miał wielu wrogów wśród samych nacjonalistów. Jej zdaniem jest też bardzo prawdopodobne, że porywaczom Bohdana rzeczywiście chodziło o okup [patrz ramka poniżej: Sekrety Grupy P-57]. Piasecki znany był jako człowiek wpływowy i zamożny…

Jedno jest pewne: autor powieści sensacyjnych, który chciałby zająć się sprawą mordu Bohdana Piaseckiego, miałby niesamowite pole do popisu. 

RAMKA: Od ataków falangistów do terroru komunistów

Bolesław Piasecki działalność polityczną rozpoczął jeszcze przed II wojną światową. W latach 30. przewodził partii ONR-Falanga, czerpiącej wzorce od Hitlera i Mussoliniego. Sam określał z dumą swoją organizację jako „faszystowską”. 

Jako zaledwie dwudziestoletni lider był niezwykle ambitny. Zapowiadał buńczucznie, że będzie rządził Polską i twardą ręką przekształci ją na swoją modłę. Bojówki falangistów często napadały w tym okresie na Żydów i członków organizacji lewicowych. Najbardziej znaną ich akcją było ostrzelanie w 1937 r. pochodu 1-majowego żydowskiej partii socjalistycznej Bund. Od kul oenerowców zginęła wtedy 6-letnia dziewczynka, a kilka innych osób zostało rannych.

Podczas wojny Bolesław Piasecki głosił program skrajnie prawicowy – Wielkiej Polski narodowo-katolickiej – ale pod wpływem doświadczeń okupacyjnych odchodził od idei faszyzmu. W 1944 r. zginęła w powstaniu warszawskim żona Bolesława – Halina. Osierociła ich dwóch małych synków: Jarosława i Bohdana.

Jeszcze w tym samym roku Bolesław został aresztowany przez NKWD. Nacjonalistyczni konspiratorzy byli pewni, że czeka go śmierć. Przeżyli jednak prawdziwy szok. Po kilku miesiącach były lider Falangi został wypuszczony na wolność. I wkrótce bez problemów założył nowe pismo „Dziś i Jutro”.

Jak się okazało, generał NKWD Iwan Sierow przekonał w więzieniu Piaseckiego do układu z komunistami. Były wódz Falangi miał skupić pod swoimi skrzydłami środowiska narodowo-katolickie skłonne do współpracy z nowymi władzami. Większość Polaków o takich poglądach oczywiście odrzucała komunizm, niemniej coraz więcej ludzi zdawało sobie też sprawę, że na inny ustrój nie ma szans. Sporo cech nowej Polski podobało się zresztą nacjonalistom: z tragedii II wojny światowej wyłaniał się kraj jednolity etnicznie i wyznaniowo, pozbawiony mniejszości i wrogo nastawiony do Niemiec.

Piasecki przyciągnął chętnych do współpracy i w 1947 r. zarejestrował katolickie Stowarzyszenie PAX. Stopniowo rozwijało coraz prężniejszą działalność, przede wszystkim edytorską. Wydawało dziennik „Słowo Powszechne”, liczne tygodniki, prowadziło wydawnictwo książkowe. Sprzedawało również dewocjonalia, stworzyło firmę handlu zagranicznego INCO oraz zakłady chemii gospodarczej INCO Veritas. Kierując coraz potężniejszym imperium biznesowo-politycznym, Piasecki stał się wkrótce jednym z najbogatszych ludzi w Polsce Ludowej. Leopold Tyrmand  pisał o nim zgryźliwie: „wysoki blondyn o oczach niebieskich, otwartych, dobrze zbudowany, o ujmującej twarzy i pełnych godności ruchach wodza Gallów. Ostatni prasłowiański kniaź polityczny podejmujący swych wasali wśród scenerii z niedźwiedzich skór”.

RAMKA: Sekrety Grupy P-57

Ewentualną czysto kryminalną interpretację zdarzeń z 1957 r. przedstawia dziennikarz Przemysław Semczuk, badający zbrodnie z okresu PRL. 

Jak wskazuje, Bolesław Piasecki miał opinię bogatego człowieka. Wiedziano więc, że zapłacenie okupu żądanej wysokości nie stanowiłoby dla niego problemu. Porwanie mógł zorganizować przestępczy gang składający się z milicjantów lub esbeków dorabiających sobie w ten sposób „na boku”. Jako profesjonaliści sprawcy byli bardzo ostrożni i chcieli mieć absolutną pewność, że nie wpadną przy przekazaniu okupu. Zorientowali się, że nie będzie to możliwe, gdyż wędrujący z pieniędzmi ks. Suwała i Reiff znajdowali się pod stałą obserwacją agentów SB. Bohdana zamordowali zaś wkrótce po uprowadzeniu, w ogóle nie mając w planach jego uwolnienia. Zeznania porwanego mogłyby bowiem doprowadzić do schwytania przestępców. 

W 1964 r. w milicji powołano specjalną dochodzeniową Grupę P-57. Jej celem było wytropienie zuchwałej szajki, którą podejrzewano o wiele przestępstw, m.in. o porwanie Bohdana Piaseckiego, napady na kasjerkę sklepu Chełmek i pocztę nr 57 w Warszawie oraz zamordowanie milicjanta Zygmunta Kiełczykowskiego w celu zdobycia pistoletu. Wszystkie te przestępstwa miało łączyć kilka cech. Sprawcy działali według profesjonalnie przygotowanego planu. Obserwowali działania milicji i postępowali w taki sposób, jakby znali techniki pracy milicyjnej od podszewki. Ustalono też, że plutonowemu Kiełczykowskiemu zadano rany podobnym wojskowym nożem jak Bohdanowi Piaseckiemu. 

Milicja poniosła jednak wkrótce spektakularną porażkę. 22 grudnia 1964 r. gangsterzy napadli na konwojentów dostarczających utarg Centralnego Domu Towarowego do banku przy ul. Jasnej w Warszawie. Jeden konwojent zginął, drugi został ciężko ranny, a bandyci uciekli z pokaźnym łupem. Sposób przeprowadzenia napadu jednoznacznie wskazywał na gang ścigany przez Grupę P-57. Mimo śledztwa zakrojonego na ogromną skalę, sprawców nigdy nie udało się jednak złapać. 

Czy więc Bohdana rzeczywiście porwano dla okupu? Czy też raczej przydzielenie jego sprawy Grupie P-57 było kolejną zmyłką służącą do zatarcia prawdy? A może szajka porywaczy po wykonaniu politycznego zlecenia podzieliła się na dwie grupy: jedna opuściła kraj, a druga kontynuowała działalność czysto kryminalną?